— Szkoda że nie
— Szkoda, że nie ma Batmanowa i Załkinda, zobaczyliby, jak będziemy urządzać pogrzeb „trąbie"! Nie doczekali się — żałował Karpow.
Aleksjej niecierpliwie machnął ręką. Teraz myślał tylko o rurociągu, który miał być pogrążony w wodzie.
Pomocnicy Karpowa uwiązali „trąbę" linami pośrodku do czterech traktorów, stojących w szeregu po drugiej stronie przerębli a na końcach — do dwóch dźwigów, z których jeden był ustawiony na brzegu, a drugi o pół kilometra dalej na lodzie.
Wszystko w tej odpowiedzialnej operacji było przemyślane i przygotowane wcześniej i teraz pogrążanie sekcji szło prędko, na sygnał podany przez Aleksjeja, który stał z sekundomierzem w ręku.
Kowszow" podniósł rękawicę, traktory zaryczały i ruszyły szeregiem w kierunku od przerębli. Liny dźwięcząc wyprężyły się i pociągnęły za sobą czarną, tłusto połyskującą rurę po uprzednio ułożonych na lodzie podkładach. Trzeszczały dźwigi zwijające liny boczne.